
Moja Mekka
- Mar 8
- 3 min read
Moja Mekka
Maciej Nowina-Konopka 1e
Rok wciąż idzie do przodu, coraz szybciej, zarazem coraz to bardziej rutynowo – a nikt nie przywykł do rutyny. Z czasem wydaje nam się, że tracimy już resztki naszych myśli, a wszystko, co robimy, staje się takie nie nasze. Zaczynamy czuć się obco w każdym rogu naszego miasta.
Jednak są takie miejsca, w których każda emocja jest u nas prawdziwsza, maska którą zazwyczaj nosimy spada i kruszy się w małe porcelanowe drobiny. Miejsca te, nawet jeżeli w nich nie przebywamy w danej chwili, dają nam jakieś poczucie spokoju, zarazem jednak w tym spokoju wiele się dzieje - ptaki śpiewają, ludzie rozmawiają na balkonach w wieczornym gwarze, i nawet drzewa inny mają szum. Nazywam to dynamiczną ciszą, inne określenie chyba nie byłoby wstanie tego opisać.
Każdy powinien mieć takie swoje miejsce, bo odczuwa się jego woń nawet w najdalszym zakątku świata. Choćby sama świadomość, że takie miejsce istnieje, jest wstanie automatycznie poprawić twój nastrój czy dać ci coraz to więcej motywacji, by żyć pełniej, bardziej w zgodzie z sobą niż kimkolwiek innym, kto podszywa się pod ciebie.
I znowu spróbuję nazwać coś, czego nazwać się nie da. Miejsca te można nazwać swoją mekką. Jednym z takich moich miejsc jest plac Inwalidów oraz otaczające go ulice – ich klimat jest jedyny i niepowtarzalny, chociażby przez smukłe, okrągłe balkony czy inne aspekty, nie tylko architektoniczne. Właśnie dlatego w tym tomiku postanowiłem pokazać Wam emocjonalność tego skrawka Krakowa. Przybliżyć Wam, Drodzy, coś, co swoją wyrazistą barwą koloruje nasz Kraków, a w tym nas samych.
Wiersze te ukazują dane myśli czy emocje, które w tym miejscu przeżywałem, każdy z tych wierszy składa się na całość – łączącą elementy architektury, szkwału miasta oraz wielu innych czynników. Cała ta mieszanka pokazywać ma jeszcze bardziej role tego miejsca w moim życiu. Ukryłem także różnego rodzaju nawiązania do otoczenia tego miejsca, mam nadzieję, że część z nich znajdziecie. Jak wreszcie nieco się ociepli, zachęcam was do pospacerowania tam. :) Miłego czytania !!!!!!
„A czyż to nie jest głupota, i to najpaskudniejsza: myśleć, że się wie to, czego człowiek nie wie?”
- Platon [Obrona Sokratesa]
Poranek
Bruku zarys barwami szarości,
Uciera mój wciąż senny wzrok.
Lata na balkonie, jeszcze jest to rok.
Od kiedy piszę swą nudną opowieść.
Cielisty kolor kremowego tynku,
Odpada pokazując cegłę czerwoną.
Całkowicie nagą w swym istnieniu.
W tym cieniu, jest jakieś spore piękno.
I coś we mnie pękło,
Kolejny ciemnawych szklanek trzask.
Czy ten namiętny słońca blask,
Mnie też oświeci ?
Ludzie się już śpieszą.
Z kawą i torbą przebiegają,
przez mój betonowy blat.
Tylko czy ten świat,
już im nie uciekł ?
Do Przyjaciela
Idziemy lekko odurzeni emocjami.
Wśród nas są ludzie, lecz my obaj jesteśmy teraz sami.
Braterstwa szlak wyznacza ulicy kręta droga,
Tylko stróża szkoda, biedak nie złapał nas.
I szybko mija ten czas,
ciągle wieczny i relatywny.
Ja i ty to przecież nie nagrobek sztywny.
I krowodrza wytacza swą cichą woń,
„Stary, my tu jak w porcelanowym sklepie słoń”.
Chyba to już trzecia lub czwarta klatka schodowa.
Tylko twojej kondycji lekko mi szkoda,
przecież wspinamy się na świata szczyty.
Nasz sens w kłębiastych chmurach jest wyryty.
I nasze łby zmęczone od nadmiaru nauki,
będą kiedyś wspominać czasu wnuki.
Radne, bezradne – wszelkiej maści.
I w tym pięknym świecie,
da im to trochę radości.
I wtedy uśmiechną się, nasze szkliste kości.
Może lekko zjada nas ambicja,
taka krwawa i bezwzględna milicja.
Lecz przyjacielu, idziemy przez to obaj,
Weź się przed światem nie chowaj.
Dom
Z metalu napis prosto mówi,
że podczas tej żeglugi,
mogę zgubić się.
Jestem cichy, choć się drę.
W toń cichego oceanu.
Na szczycie mojego zarosłego mchem kurhanu,
Nie ma już gwiazd kryształowych,
Snem lekkim natchnionych,
Pęczniejących galaktyk koralu.
Z tego żalu, brakuje mi słów,
Topielcu, proszę ciszej do mnie mów.
Już nic nie układa mi się w zbitą treść.
Na tę wieść cichną jabłoni sady.
Potrzebuję rady, jak żyć.
Wzrok gołębia
Oceniające gołębię, macie rację.
Od smutku toni czekają mnie owację.
Jestem szary i blady w kamienic cieniu,
- Wstawaj leniu, kolejny przystanek.
Z betonu smukłe tarasy,
Siatkę przeciw wam stworzyły.
Łapczywe myśli – kromki chleba wam się śniły.
Brudni nędzarze,
Odpoczynek od ich wzroku wam wymarzę.
Wieją mi w twarz płatki maku,
- Podnoś się biedaku, koniec trasy.
Koniec
Maciej Nowina-Konopka 1e



Comments