Z Nowodworka do reprezentacji Polski!
- Oct 11, 2021
- 3 min read

Adam Buksa z roku na rok pokonuje kolejne szczeble swojej piłkarskiej kariery. Świetne występy w Pogoni Szczecin, transfer do New England Revolution i powołanie do Reprezentacji Polski – oto ostatnie lata w wykonaniu absolwenta naszej szkoły. Napastnik nie tylko przyjechał na wrześniowe zgrupowanie i mógł trenować z takimi zawodnikami jak Robert Lewandowski czy Wojciech Szczęsny, ale również natychmiastowo zaznaczył swoją obecność w meczach o eliminacyjne punkty. W trzech spotkaniach z Albanią (4:1), San Marino (7:1) i Anglią (1:1) zdobył aż cztery bramki i wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie naszej kadry.
W ostatnich tygodniach cała Polska mówiła o nim, a my “mówiliśmy” z nim o naszej szkole! Może było to ponad rok temu, ale warto w takich okolicznościach przypomnieć tamten pamiętny wywiad.
Jakub Kurek (redaktor portalu Krótka Piłka i TNT): Jaką lekcję na przyszłość wyniosłeś z pobytu w Nowodworku?
Adam Buksa: Wiele lekcji wyniosłem, tego jestem pewny. Chociaż pobyt w tej szkole był dość szalony, bo pierwszą klasę liceum odbyłem normalnie jako uczeń, który codziennie chodzi na lekcje. Natomiast, gdy rozpocząłem drugą klasę wyjechałem do Włoch i spędziłem tam rok, a z kolei trzecią klasę spędziłem w Gdańsku. Ukończenie szkoły średniej będąc Nowodworczykiem w mojej sytuacji było niezwykle trudne. Na szczęście udało mi się to, nie bez pomocy kilku osób. Będąc we Włoszech odbywałem lekcje online. Często korzystałem również z pomocy korepetytorów. Nie miałem też zbyt wiele czasu by przygotowywać się z każdego przedmiotu, więc koncentrowałem się na przedmiotach maturalnych. Pod koniec drugiej i trzeciej klasy przyjeżdżałem do Krakowa, żeby zdać dwa lub trzy egzaminy przedmiotowe dziennie, co było dużym obciążeniem psychicznym. Musiałem zdawać je przed komisją złożoną z dyrekcji szkoły i nauczyciela prowadzącego. To wszystko było dużo bardziej stresujące niż matura, do której podszedłem z uśmiechem na ustach. Nie było to nic groźnego po zdaniu tych wszystkich egzaminów (śmiech).
Jaką lekcję wyniosłem? Na pewno konsekwencję i umiejętność radzenia sobie w stresujących sytuacjach, ale podkreślę, że mój tryb nauczanie nie był taki jak innych Nowodworczyków, więc pewnie wyniosłem inne rzeczy. Warto do tego dodać również wiedzę i osoby, które tam poznałem, z wieloma mam kontakt do dzisiaj i gdy tylko jest możliwość, to się widujemy.
Nauczyciele byli chętni do pomocy czy wręcz przeciwnie?
Byli chętni do pomocy. Natomiast była to dla nich nowość i nie wiem, czy był taki drugi przykład osoby, która zdała to liceum nie chodząc na lekcje przez większość czasu. Mimo wszystko byłem w kontakcie z nauczycielami. Gdy tylko mogłem przylecieć do Polski na weekend i zostać na poniedziałek to korzystałem z tego, chodziłem do szkoły i rozmawiałem z nimi. Zdawałem wtedy raporty z tego, co zrobiłem i otrzymywałem wytyczne, co powinienem wykonywać dalej. Wymagano ode mnie bardzo dużo, ponieważ zdawałem maturę, tak jak każdy inny uczeń w kraju i nauczyciele nie mogli sobie pozwolić na ustępstwa. To mogłoby się wiązać z tym, że maturę zdałbym źle, a przecież słabo zdany egzamin idzie na konto nauczyciela prowadzącego. Nie miałem łatwo, ale widziałem więcej chęci do pomocy niż dezaprobaty w stosunku do tego, czym się zajmowałem.
Zagrałeś kiedyś w „Świętej Wojnie”?
Jestem w szoku, że tego nie sprawdziłeś (śmiech).
Niestety nie ma nigdzie statystyk odnośnie tych spotkań (śmiech)!
Oczywiście, że grałem! To też było dla mnie nerwowe doświadczenie, ponieważ w 2014 roku dzień po „Świętej Wojnie” jechałem podpisać kontrakt z Lechią. Umówiłem się więc z Dariuszem Feliksikiem, że nie mogę zagrać całego meczu, ponieważ jest to dla mnie bardzo duże ryzyko. Jeśli coś by się stało i nie mógłbym podpisać kontraktu, to byłoby to bardzo niemądre w moim odczuciu. Dogadaliśmy się, że jeśli będzie potrzeba i wydarzenia boiskowe nas do tego zmuszą, to zagram. Mecz trwał chyba 50 lub 60 minut i po pierwszych pięciu przegrywaliśmy 2:0 (śmiech). Po tych kilku minutach musiałem już wejść na boisko! Niestety było już za późno. Udało mi się strzelić dwie bramki, ale cały mecz przegraliśmy 3:2. To była jedyna „Święta Wojna”, w której brałem udział, ponieważ rok wcześniej ją odwołano z przyczyn pozaboiskowych. Uważam, że było to super wydarzenie!
Na koniec mam zaproszenie. Jeśli byłbyś kiedyś w okolicach świąt w Krakowie to serdecznie zapraszamy na naszą „Szopkę Nowodworską” dla absolwentów.
Byłem raz, ponieważ akurat miałem taką możliwość. To było kilka lat temu i było super, więc jeśli tylko będę wtedy na miejscu to możecie dla mnie dwa, trzy bilety zarezerwować.
Więcej na temat występów piłkarskich byłego Nowodworczyka TUTAJ



Comments