Szopka Nowodworska 2019 – „Wy nas cały rok, a my was raz do roku!”
- Dec 22, 2020
- 14 min read

fot. Florka Cieślak Święta Bożego Narodzenia – czas zupełnie wyjątkowy i niepowtarzalny, który spędzamy z naszymi najbliższymi. Czas wolny od szkoły, w którym (z reguły) nie poświęcamy się nauce, a świętowaniu. Chwila oddechu od męczącej codzienności. Zanim, jednak, przyjdzie ten błogi, dla wszystkich, okres, uczniów I LO w Krakowie czeka jeszcze jedno, niezwykle ważne wydarzenie. Słynna nie tylko w naszym liceum Szopka Nowodworska! Zawsze niepowtarzalna, a jednak wciąż o nauczycielach. W tym roku Szopka będzie inna, dodatkowo, przez pandemię. Można by rzec, że to cud, iż w ogóle się odbywa! Z tej okazji postanowiliśmy, że wspomnimy czas, kiedy mogliśmy siedzieć wspólnie w Auli, zupełnie nie zwracając uwagi na kaszel osoby siedzącej tuż obok, razem się śmiejąc, krzycząc i zachwycając. Mamy nadzieję, że to szopkowe in memoriam wywoła najlepsze wspomnienia i nastroi Was na tegoroczny spektakl oraz oczekiwania na kolejny (oby już w gmachu naszego liceum!).
*Cytowane wypowiedzi są wypowiedziami niemal dokładnie sprzed roku.*
W 2019 roku Szopka Nowodworska odbywała się w dniach 19 i 20 grudnia. Na lekcjach, klasy kolejno przychodziły ze swoimi opiekunami, aby obejrzeć spektakl. Przedstawienia odgrywano przez cały dzień. Od godziny 18.00 miejsce miała także Szopka absolwencka – zrobiona specjalnie dla uczniów, którzy ukończyli już nasze liceum. To właśnie na tych widowiskach jest najwięcej śmiechu. Bilety rozchodzą się momentalnie. Szopka 2019 miała swój motyw przewodni – opowiadała o tajemniczym zatruciu wody w naszych słynnych poidełkach. Kto jej spróbował, nagle stawał się swoim przeciwieństwem.
Profesor Horbaczewska wraz z Profesor Mazur przesłuchiwały kolejno całe grono pedagogiczne. Podejrzenie padło ostatecznie na… Prof. Hudziaka (czy to nie dziwne?). Ten próbował się bronić, jednak jego argumentacja nie była zbyt przekonująca. Nawet (a tak właściwie to zwłaszcza) ks. Halaczek wątpił w niewinność chemika. W końcu zagadka została rozwiązana, wyszło na jaw, że woda jest zanieczyszczona… pocałunkiem Fakira. Kto oglądał, ten wie, kto nie – odsyłam do filmów na Youtube.
fot. Florka Cieślak Skąd się wzięła szopka – czyli słów parę o historii
Szopka swoje narodziny przeżywała, co najmniej 2 razy: w 1953 oraz 1963 roku. W 1953 i 1954 przedstawienie odbyło się na pewno, ale później, niestety, nie ma co do tego pewności. Nic nie wskazuje, żeby spektakle miały miejsce w latach 1961 i 1962. Najprawdopodobniej od 1963 do 1980 (stan wojenny) i od 1983 do dzisiaj Szopki odbywają się co rok, tym lepiej, że i w tak pechowym roku doczekaliśmy się tej fantastycznej informacji i będziemy mogli obejrzeć przedstawienie. Szymon Huptyś, który razem z Robertem Kawulakiem, Janem Kłapą i Maciejem Machem zajmuje się historią Szopki, posiada nagrania z przedstawień od 1997 aż po szopkę 2019 oraz nagranie z roku 1992. Są źródła, które wskazują na to, że kiedyś całe przedsięwzięcie mogło odbywać się w styczniu (prawdopodobnie było tak w latach 60.). Z kolei w latach 80., kiedy miał miejsce remont auli, Szopki grano w sali gimnastycznej (tak było w roku 1987).
Co ważne, każdego roku artystom wcielającym się w role nauczycieli towarzyszy zespół muzyczny, a autorskie piosenki odgrywane są na żywo. To właśnie ten element, niezmiennie od wielu lat, jest uważany za jeden z największych atutów całego przedstawienia.
„Przeżyjmy to jeszcze raz”
- rozmowy z twórcami Szopki Nowodworskiej 2019
Po zakończeniu ubiegłorocznych przedstawień przeprowadziłem parę rozmów, które dołączam do swojej opowieści.
Udało mi się porozmawiać ze Staszkiem Rogalińskim z obecnej 2E, który w zeszłym roku grał w Szopce na saksofonie. Swoje przygotowania opisywał w następujący sposób:
SR: Zaczęło się od przyjścia na casting, zagrałem coś. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że mnie przyjęli. W okolicach końca listopada, początku grudnia, była pierwsza próba. Dowiedzieliśmy się (ja i reszta sekcji muzycznej) jakie będą piosenki, ogarnialiśmy sobie akordy i poszczególne partie - kto, kiedy gra, ale to wszystko też w miarę trwania prób się kształtowało. Jeśli chodzi o dżungle, to trochę później się za nie zabraliśmy – znowu trzeba było nauczyć się akordów i melodii.
Kiedy zapytałem Staszka o udział w Szopce 2020 stwierdził, że na pewno spróbuje – może nawet w sekcji aktorskiej. Ciekawe, czy plan się powiódł!
O proces tworzenia i wyboru muzyki zapytałem także reżyserów zeszłorocznej Szopki – Janka Boronia i Milenę Karcz.
KR: Pytanie o muzykę – na jakiej podstawie ją wybieraliście, jak tworzyliście piosenki?
MK: Dżingle, czyli te przerywniki między scenami, to jest całkowicie praca sekcji muzycznej, więc ja nie byłam przy ich tworzeniu. Myślę, że były bardzo fajne. Jeżeli chodzi o piosenki nauczycieli to po prostu jest tak, że siedzimy, piszemy scenariusz, nagle coś komuś wpadnie do głowy i wtedy możemy usłyszeć słowa: „Ej mam super pomysł, napiszmy pod to piosenkę taką i taką”. Czasem jest tak, że jest pomysł na tekst, ale nie na melodię, która stanowiłaby podkład. Wtedy wszyscy przeglądamy swoje Spotify. Czasami pojawia się pomysł początkowo strasznie głupi i nieśmieszny, a wychodzi z niego bardzo fajna piosenka.
JB: Muzykom zawsze zostawiamy dowolność, jeśli chodzi o dżingle między scenami. Teksty pisało wiele osób, potem wybieraliśmy muzykę. Jednak to, jak gra sekcja muzyczna, to ich kwestia. Tutaj musimy zaznaczyć, że super to zaaranżowali w tym roku (2019). Przyznam się, że doszło do sytuacji, że piosenkę końcową zmieniliśmy dzień przed szopką. Grający na instrumentach nauczyli się tego w jedną godzinę i zagrali świetnie. W godzinę zrobić taką piosenkę? To jest naprawdę wielki szacun! W ogóle świetną sekcję muzyczną mieliśmy w tym roku – nie dość, że świetnie grali, to jeszcze byli (i są) super ludźmi.
fot. Florka Cieślak Jaśkowi i Milenie zadałem też kilka innych pytań. I mogę się podzielić ciekawostką, że Szopka nie zawsze posiadała reżyserów wybranych spośród uczniów. Tę rolę bardzo często pełnili nauczyciele!
KR: Czy uważasz, że Szopka z roku na rok staje się coraz bardziej profesjonalna?
JB: To jest trudne pytanie… Myślę, że bardziej profesjonalna stawała się tak gdzieś 20 lat. Jest taka jedna osoba w szopce – Miron. Jest absolwentem, robi 22 Szopkę. Zajmuje się nią technicznie. Myślę, że wszystko, jeśli chodzi o technikę zależy od niego i jego poświęcenia. To, co ten człowiek robi dla naszej szkoły jest naprawdę świetne. Od 22 lat jest z nami i przynosi sprzęt, który jest bardzo dużo warty, przywozi z nami scenę* od TVP. Ciężko jest przebić to, co jest w Szopce, ten poziom profesjonalizmu. I może kiedyś pójdzie bardziej(?) do przodu, ale od kilkunastu lat jest to na tym samym, myślę, że bardzo dobrym poziomie.
KR: Nie odczuwasz, że Szopka bazuje na tych samych, oklepanych żartach o nauczycielach albo, że jest robiona trochę pod pierwszaków?
JB: Wiesz co, taka jest charakterystyka Szopki, że ona jest z żartami o nauczycielach. Jest ich (profesorów) tak dużo i czasami robią, naprawdę, dziwne rzeczy – wydaje mi się, że to jest niewyczerpalne źródło wszelkich pomysłów, smaczków, żartów. A siłą Szopki jest to, że możemy czerpać z niemal wszystkiego. Cały czas wychodzą nowe filmy, piosenki. Wciąż też przychodzą nowi nauczyciele, więc myślę, że potencjał jest w pewien sposób nieskończony. Co do tego, czy jest robiona pod pierwszaków – nie, myślę, że nie. Myślę, że zawsze jest raczej tak, iż zakłada się, że pierwszaki raczej nie wszystko wyłapią. Staramy się zawsze zrobić [przedstawienie] dla wszystkich roczników, ale wiadomo, że jest ono tworzone głównie przez maturzystów czy też absolwentów – oni bardzo nam pomagają, więc czasem ciężko się wstrzelić w ten humor troszeczkę młodszych osób.
MK: Czy pod pierwszaków… No wiadomo, Szopka ma też swoje inside jokes**, bo to jest taki trochę mały nowodworski półświatek. Wiadomo, że czasami są żarty, które nas bawią niesamowicie na próbach, po czym, jak już gramy Szopki, okazuje się, że one nie są wcale tak zabawne, bo – na przykład – jest to żart sytuacyjny. Staraliśmy się bardzo, by walczyć z takimi utartymi schematami, jak grać, jak to przedstawiać. Bardzo fajna rzecz - jest dużo nowych nauczycieli. To troszeczkę kuleje na Szopkach absolwenckich, bo trudno jest przedstawić nauczyciela tak, żeby pokazać wszystkie jego najfajniejsze cechy, a żeby obiektywnie też był dosyć zabawny, nie tylko dla osób, które mają z nim lekcje. Ale myślę, że był taki powiew świeżości w naszej Szopce i wydaje mi się, że w miarę podołaliśmy.”
W roku 2019 piosenka maturzystów została zaśpiewana do „Tunak Tunak Tun”, Dalera Mehndiego. Cała realizacja była naprawdę ciekawa – niespodziewany motyw muzyczny oraz świetne stroje (m.in. z ręczników). Trzeba przy tym wiedzieć, że przygotowanie takiego spektaklu wymaga mnóstwo poświecenia i cierpliwości. Uczniowie całymi dniami przesiadują na próbach – pisząc piosenki, scenariusz i wciąż powtarzając cały występ od początku. Aby wszyscy spędzili przyjemnie czas, część osób musi poświęcić się temu zupełnie. Zwłaszcza, że oczekiwania, co roku, są ogromne. Zapytałem Milenę o największe „minusy” bycia reżyserem Szopki Nowodworskiej.
MK: To, że całkowicie zatracasz swoje życie prywatne na ponad miesiąc. Bardzo duży stres i poczucie odpowiedzialności – trudne. Ale w momencie, kiedy po Szopce przychodzi do ciebie jedna, druga, trzecia, piąta osoba i mówi, że fajna ta szopka była, pośmiałam/pośmiałem się – to wszystko się zwraca.
Kryzysy na Szopce też bywają. Czasami można być już zmęczonym lub zupełnie przybitym nauką. Jasiek mówi o tym w taki sposób:
JB: Było tak, że jak ja miałem jakiś kryzys, to Milena przejmowała pałeczkę i robiła wiele rzeczy za mnie. Jak Milena miała kryzys, to z kolei ja robiłem więcej. Myślę, że duży kryzys był tak około końca listopada, kiedy pracy było mnóstwo, a czasu mało, no i byliśmy jeszcze zawaleni obowiązkami szkolnym, bo nie mieliśmy delegacji. Nie mieliśmy też dostępu do Auli, musieliśmy te próby robić po kątach, umawiać się sami i to było dosyć stresujące. Jeszcze dochodziła do tego presja, że to są próby i wszystko powinno wyglądać już świetnie, a jest bardzo dużo rzeczy do dopracowania.
MK: No wiadomo, kryzysy były – moje prywatne, kiedy już nie miałam po prostu siły dalej się w to angażować. To jest tak, że jak się reżyseruje Szopkę, to na moment można zapomnieć, ile to daje radości. I trzeba po prostu chwili, żeby usiąść i przypomnieć sobie, że tak naprawdę robi się wszystko dla zabawy, a nie z jakiegoś poczucia obowiązku. Był gorsze chwile, każdy je miał w innym czasie, bo to jest strasznie dużo roboty, kiedy faktycznie przychodzimy na próby na 7.30 przez tydzień, czy dwa pod rząd. W końcu nawet nie wiesz, jaki jest dzień tygodnia, przychodzisz: Sobota? Niedziela? Nieważne.
Milena mówi, że trzeba pamiętać, iż Szopka to przede wszystkim zabawa i przyjemność, a nie obowiązek. Tak też trzeba to traktować – jako wyzwanie, ale takie, które daje wiele radości.
Podczas Szopki Milena zagrała Profesor Horbaczewską, natomiast Jasiek wcielił się w, rozchwytywaną i właściwie to, niemalże, legendarną, postać Profesora Mielnikowa. Moim zdaniem – oboje wypadli świetnie.
fot. Florka Cieślak Mamy reżyserię, mamy muzykę… Oczywiście nie zapomniałem też o aktorach. Gdyby nie oni, do akompaniamentu instrumentów występowaliby wyłącznie reżyserzy. Jednak dostać swoją wymarzoną rolę nie jest łatwo – przychodzi się na casting, na którym trzeba zaprezentować trochę swoich aktorskich umiejętności.
KR: W jaki sposób wybieraliście aktorów na castingach? Czy miało to jakiś związek z wiekiem kandydatów?
MK: Nie, nie miało to żadnego związku z wiekiem, bo uważam, że dojrzałość aktorska wcale nie jest uzależniona od wieku faktycznego. Ja się bardzo dobrze bawiłam na castingach, bo my wymyślaliśmy zadania aktorom. Przychodzili kandydaci, przedstawiali krótką scenkę, którą sobie przygotowali albo nie przygotowali, to wtedy dawaliśmy im jakieś pomysły. I bardzo się uśmiałam na tych castingach, bardzo to było fajne. Najlepsze zadanie jakie komuś wymyśliłam, to było… Chyba żeby ktoś naprawił mikrofalówkę, ktoś inny miał rozmawiać o psie przez telefon. No to są takie proste, głupie rzeczy, ale też bardzo dużo pokazują, na ile ktoś potrafi improwizować – bo Szopka to jest jednak dużo improwizacji, dużo pomysłów na bieżąco, które potem się wciela w scenariusz.
Na scenie, w prestiżowej roli Profesora Urbanka, pojawił się także Michał Cygan. Jak sam mówi, chciał zmienić sposób przedstawienia Profesora. Moim zdaniem udało mu się świetnie – przełamał pewne nadużywane schematy.
KR: Co Tobą kierowało podczas wyboru postaci?
MC: W zeszłym roku szkolnym grałem Prof. Szostka i uznałem, że nie chcę grać tej samej postaci dwa razy z rzędu, tylko poszukać innego wyzwania. Od wielu lat w szopce jest stworzony pewien model grania Prof. Urbanka, bardzo dobry zresztą, który jednak moim zdaniem się już trochę przedawnił i nie jest adekwatny do jego obecnego zachowania. Postanowiłem więc, że zagram Prof. Urbanka trochę inaczej i tak, żeby w przyszłych latach nie było sztywnych ram dla sposobu tworzenia jego postaci.
KR: Czy obawiałeś się konsekwencji w związku z odgrywaną przez Ciebie postacią?
MC: Nigdy nie podchodziłem do grania nauczyciela z jakimikolwiek obawami. Nauczyciel nie może przecież grozić konsekwencjami za przedstawienie go w Szopce, szczególnie, jeśli to, co jest grane ma ścisły związek z rzeczywistością, do czego zawsze staram się dążyć.
KR: Co było dla ciebie najtrudniejsze w występowaniu w Szopce?
MC: Zdecydowanie najtrudniejsze jest pogodzenie tego z nauką. Od 1 grudnia próby odbywają się codziennie i trwają po kilka godzin, a zwykle od ok. 9 grudnia zaczynają się całodzienne delegacje. Biorąc pod uwagę, jak męcząca fizycznie jest Szopka, pogodzenie jej z dobrymi ocenami jest praktycznie niemożliwe, co boleśnie doświadczyłem rok temu. Z tego też powodu miałem nie podchodzić do Szopki w klasie maturalnej, ale na skutek konsensusu jaki udało mi się zawrzeć z reżyserią, pozwalającego mi na posiadanie większej ilości czasu, który mogłem przeznaczyć na naukę, zdecydowałem się zagrać w tym roku w Szopce.
fot. Florka Cieślak Michał nie miał wcześniej doświadczenia ze sceną – niemniej jednak nie pozostawia wątpliwości, że jego gra aktorska jest na naprawdę wysokim poziomie. Mówi także, że stresował się tylko przed występem. Gdy wychodził na scenę cała trema znikała, rola przychodziła z naturalną łatwością.
Dla niektórych z pewnością zaskoczeniem było pojawienie się Jana Roga (teraz już byłego prezydenta) na scenie. Zagrał Profesora Michała Furmanika, który uczył w naszej szkole podstaw przedsiębiorczości.
fot. Florka Cieślak KR: Kiedy narodziła się chęć wystąpienia na szopce? Czy nie kolidowała w jakiś sposób z kandydowaniem na prezydenta?
JR: Szczerze powiedziawszy, chciałem przyjść na casting już w ubiegłym roku. Ostatecznie zrezygnowałem. Z jednej strony trochę się bałem, z drugiej nie miałem pomysłu na "swojego" nauczyciela, jednak już wtedy miałem pewność, że spróbuję za rok - i jak widać, udało się! Łączenie Szopki i kandydatury było niezwykle trudne, jednak decydując się na obie z nich miałem świadomość, że łatwo nie będzie. Od listopada właściwie codziennie spotykaliśmy się zaraz po szkole, żeby pisać scenariusz, później wracałem do domu i do prowadzenia kampanii, bądź szedłem na umówione spotkania, czy zebrania sztabu. Największym problemem było znalezienie czasu na sen, a przyjaciół musiałem odstawić na dalszy plan na ponad miesiąc (na szczęście byli bardzo wyrozumiali).
KR: Co było dla Ciebie najtrudniejsze w występowaniu w Szopce?
JR: Ze strony czysto technicznej, dosyć ciężko było oduczyć się wymawiania litery "r". Większości z aktorów kłopot sprawiała dykcja. Czasami ciężko było opanować śmiech na scenie (szczególnie podczas Żabsona). Jednak największym problemem był natłok obowiązków i zmęczenie.
słynne zdjęcia Jana Roga z Prof. Furmanikiem,
fot. Pan Dyrektor Prof. Jacek P. Kaczor Przeprowadziłem też krótki wywiad z Zuzą Adamowicz, która grała Profesor Damianę Sójkę.
KR: Co Tobą kierowało podczas wyboru postaci?
ZA: Pani profesor Damiana Sójka to bardzo barwna postać, miałam z nią dużo zabawnych sytuacji na lekcji francuskiego oraz na DELFie, na którym mam równie zabawną frekwencję…
KR: Czy masz jakiekolwiek doświadczenie ze sceną? Jeśli tak, czym był dla ciebie występ w Szopce?
ZA: Z teatrem miałam do czynienia od dziecka, obecnie nadal uczęszczam na zajęcia, a Szopka była dla mnie nowym przeżyciem, taką odskocznią od rzeczywistości. Teraz nie wyobrażam sobie, jak mogłabym przeżyć te jesienne tygodnie bez niej.
KR: Jak radziłaś sobie z tremą?
ZA: Wiadomo, że zawsze jest gdzieś taka obawa przed nowym doświadczeniem, ale po spędzeniu mnóstwa czasu i zżycia się z osobami zaangażowanymi w Szopkę, takie określenie jak trema przestało istnieć. Trzeba pamiętać, że Szopka to przede wszystkim ludzie, którzy ją tworzą i oczywiście świetna zabawa.
fot. Florka Cieślak
Bycie aktorem Szopki jest poświęceniem, na które nie każdy może sobie pozwolić. Wiadomo – to ma być czas wesoły i nikt nie mówi, że taki nie jest, ale jest on także czasem intensywnym, więc wszyscy przychodzący na casting muszą się liczyć z chwilowym zanikiem wolnego czasu. Prób nie wolno od tak omijać – ciągłe przygotowania nie są dla ucieczki z lekcji. Są konieczne, aby dwugodzinny spektakl wyszedł znakomicie. Mnóstwo piosenek i tekstów – samo się nie nauczy…
Reakcja nauczycieli
Kolejną istotnym aspektem podczas Szopki jest reakcja nauczycieli. Dobrze mają się bawić wszyscy, żarty mają wzbudzać salwy śmiechu u każdego. Więc zadałem kilku profesorom parę pytań…
Najpierw przeprowadziłem krótki wywiad z Profesor Horbaczewską.
KR: Co sądzi Pani o sposobie, w jaki została odegrana Pani osoba?
Profesor Małgorzata Horbaczewska: W tegorocznej Szopce zagrała mnie Milena, uczennica klasy 2G, której w prawdzie nie uczę wychowania fizycznego, niemniej jednak uważam, że wcieliła się w moją osobę bardzo dobrze. Przedstawiła mnie wizualnie prawie doskonale, zachowując najważniejsze elementy mojego wyglądu i ubioru. Teksty, którymi się posługiwała, były pokazaniem tego, jaka jestem, co dało mi wiele do myślenia. Było to przedstawienie mnie w pozytywnym „krzywym zwierciadle”. Uważam, że być zagranym w Szopce to zaszczyt, to chwile, kiedy każdy z nauczycieli może zatrzymać się oraz zastanowić nad sobą, po prostu zobaczyć siebie. Przedstawienie Szopki nowodworskiej to też moment, kiedy tak naprawdę widzimy i czujemy to, że jesteśmy przez was, uczniów, obserwowani i słuchani.
KR: Często pojawia się Pani na Szopce?
Prof. MH: Ja co roku jestem grana na w szopce od 2012, we wcześniejszych latach moja osoba pojawiała się sporadycznie. Bardzo dobrze pamiętam pierwszą uczennicę, która mnie odgrywała. Było to 20 lat temu. Zrobiła na mnie niesamowite wrażenie i wtedy z przerażeniem spojrzałam w lustro – zmieniłam swój wizerunek oraz zachowanie. Uczennica ta, za odegraną rolę, otrzymała ode mnie ocenę celującą z w-f za uzdolnienia ruchowe.
KR: Jakie ma Pani ogólne wrażenie po tegorocznej szopce nowodworskiej?
Prof. MH: Co do ogólnych wrażeń szopki stwierdzam, że była to dobra Szopka. Zawsze uważałam i uważam, że jest to bardzo duża odwaga wśród uczniów, podejmujących wyzwanie zagrania któregokolwiek z nauczycieli. To również chęć pokazania sympatii do nauczyciela, którego się odgrywa. Każdy z nas, nauczycieli, „pracuje” na to, żeby zostać zagranym lub niezagranym w szopce. Podziwiam wszystkich aktorów za poświęcenie i zużytą energię. Czas spędzony na próbach, a niejednokrotnie byłam opiekunem Szopki, to czas bardzo wytężonej pracy, który przynosi elementy stresu, zmęczenia, ale w końcowej fazie, kiedy odbywają się przedstawienia, zwłaszcza dla absolwentów, są zwieńczeniem całego trudu. Rokrocznie powtarzam, że kiedy spędzamy czas w auli, przez 2 godziny lekcyjne oglądając to przedstawienie, patrzymy na efekty i myślimy wtedy, ile zmęczenia, czasu poświęcili aktorzy podczas prób, ról, które odgrywają. Zawsze mówię, że dla takich chwil, jak przedstawienie Szopki, warto z młodzieżą być, warto być opiekunem spektaklu, warto spędzać z nimi czas na próbach. Szopka ma długą tradycję i chciałabym, żeby ta tradycja trwała, żeby młodzież nas jeszcze wnikliwej słuchała i obserwowała, i w przyjemny oraz żartobliwy sposób przedstawiała. Sceny Szopki, moim zdaniem, to bardzo cenne obrazy dla odgrywanych nauczycieli. W życiu powinno się mieć dystans do siebie, umieć się z siebie śmiać, wówczas żyje się łatwiej.

fot. Florka Cieślak
Następnie postanowiłem zadać kilka pytań Księdzu Halaczkowi – w zeszłym roku został zagrany po raz pierwszy.
KR: Jak ocenia Ksiądz odegranie swojej postaci na szopce?
Ksiądz Krzysztof Halaczek: Myślę, że Olek doskonale odegrał moją postać. Uczyłem go religii, więc mógł mnie dobrze poznać i jak widać, zaobserwował pewne charakterystyczne cechy mojego zachowania. Jednego tylko nie zrozumiałem, mianowicie wejścia na scenę - jakoś nie zauważyłem, żebym chodził tyłem. Ciężko mi powiedzieć, co najbardziej podobało mi się w mojej postaci. Całokształt był bardzo dobry.
KR: Jak Księdzu podobał się rap?
Ks. KH: Rap był super. Piosenka bardzo dobra, podobała mi się. I ten refren. Musze przyznać, że po nim wzrosła mi ilość obserwujących na Instagramie. Dobra reklama:).
KR: Czy uważa się Ksiądz za najlepszego duchownego?**
Ks. KH: Absolutnie nie uważam się za najlepszego duchownego, jak to było wypowiedziane w szopce. Każdy z nas, uczących religii w szkole, jest inny i doskonały na swój sposób:) Mamy swoje zalety i wady jak każdy. Ja mam świadomość, że też jako osoba nie wszystkim odpowiadam, nie każdy mnie lubi, ale tak to już jest w świecie ludzi. Różnimy się, wszyscy jesteśmy inni, ale każdy ma też w sobie to coś.
KR: Jakie jest Księdza ogólne wrażenie z Szopki 2019?
Ks. KH: Tegoroczna Szopka bardzo mi się podobała. Nie dlatego, że zagrano w niej moją postać, choć było to bardzo miłe i przy tym zabawne, ale była ciekawa fabuła i dobrze się oglądało całe przedstawienie, czekając nieraz z zapartym tchem, co będzie dalej. Chciałem tylko na koniec zaznaczyć, że nigdy wody nie zatrułem, ani jakby chcieli niektórzy, nie przemieniłem jej w wino.
fot. Florka Cieślak
Rozmawiałem też z Profesor Mastelą – jej wizerunek także został wykorzystany na Szopce po raz pierwszy. Pani Mastela ma bardzo pozytywne odczucia co do całości. Uważa, że została odwzorowana w naprawdę dobry sposób, ubiór oraz zachowanie były wiernie oddane.
fot. Florka Cieślak Ogólny odbiór Szopki był bardzo pozytywny. Ludzie uważają ją za jedną z lepszych. Osobiście też bardzo podobał mi się cały spektakl. W porównaniu do poprzednich lat to przedstawienie naprawdę wyszło świetnie. Nie tylko ja czekam na następną Szopkę w zniecierpliwieniu – poprzeczka została zawieszona naprawdę wysoko.
fot. Florka Cieślak
I oto cała Szopka Nowodworska. Zabawna i pomysłowa, ze świetną muzyką i atmosferą. Wystawiana co roku od ponad 50. lat. Piękne tradycja, która pokazuje kulturę I LO oraz stosunek nauczycieli i uczniów do siebie nawzajem. Trzeba jednak pamiętać, że całe przedsięwzięcie jest bardzo wymagające i pochłania mnóstwo czasu. Jeśli myślisz o zostaniu aktorem lub częścią sekcji muzycznej, musisz liczyć się z odstawieniem przyjaciół i pasji na dalszy plan. Jednak zdecydowanie warto – jest to przeżycie, które pozostaje na zawsze. W ten sposób przyczyniasz się do budowy historii Nowodworka – stajesz się jej częścią. A jeśli przedstawienia mają trwać do końca świata i jeden dzień dłużej, zapewniasz sobie wieczny prestiż i nieśmiertelność. Może następne pokolenia będą oglądać Szopki i się z nich śmiać? Może natchniesz kogoś do działania…
Słowem zakończenia – coroczne Szopki są częścią tradycji i tożsamości I LO w Krakowie. Jednak czasami mamy świetny pomysł na scenę lub piosenkę, lecz nie wiemy do kogo się zgłosić. Janek Boroń radzi: można napisać zawsze do kogoś z Szopki o swoim pomyśle ALBO wziąć udział w castingu i przedstawić swoją wersję nauczyciela, może akurat spodoba się reżyserii. Skoro ma fajne pomysły, to dlaczego ma nie zagrać w Szopce?
Do zobaczenia (na) kolejnych edycjach!
Kuba Ryszka
*scenę po raz pierwszy zamontowano w 2008 roku (przyp. redakcji)
**ukryte żarty, zrozumiałe tylko dla wtajemniczonych (przyp. redakcji)
***nawiązanie do fragmentu Szopki z wyrzucaniem złej energii (przyp. redakcji)































































Comments