top of page

Formuła (1) na mistrzostwo świata: kto zgarnie tytuł w 2025 roku?

  • Nov 1, 2025
  • 5 min read

Jesteśmy już na ostatniej prostej. Do końca sezonu 2025 w Formule 1 zostały zaledwie cztery Grand Prix i dwa sprinty – w Brazylii i Katarze. Ten rok przyniósł kibicom sporo nowości:  W stawce pojawiło się wielu nowych kierowców, a wraz z nimi fala nowych fanów – głównie dzięki filmowi “F1” i świetnemu marketingowi. Ale czy pojawi się też nowy mistrz świata czy Max Verstappen sięgnie po piąty tytuł z rzędu?


Pomarańczowa era – McLaren znów na szczycie

Nie ma wątpliwości: sezon 2025 upływa pod znakiem pomarańczowej dominacji McLarena. Zespół, który jeszcze parę lat temu szukał punktów w środku stawki, dziś rozdaje karty w całej Formule 1. Oscar Piastri i Lando Norris praktycznie zameldowali się na stałe na dwóch najwyższych stopniach podium, a ich regularność przyniosła McLarenowi drugi z rzędu tytuł mistrza konstruktorów – z przewagą ponad 300 punktów nad Mercedesem i Ferrari.

Rywale kombinują jak mogą – nowe pakiety aero, strategie zrobione w desperacji – ale papaye i tak są o krok do przodu. Wielu kibiców mówi wręcz, że 2025 to rok, w którym McLaren nie tylko wrócił na tron, ale rozsiadł się na nim z brytyjsko-australijską herbatką, popijając ją w spokoju. Ale czy to nie jest początek końca dominacji mclarena? Czy nie za bardzo spoczęli na laurach? 


Ferrari, Mercedes, Red Bull 

Ferrari jak zwykle nie zawodzi… w dostarczaniu emocji. Na zmianę wzrusza i doprowadza fanów do rozpaczy. Były momenty piękne – jak kolejne w tym sezonie podium Leclerca, tym razem w Austin i Meksyku – ale i takie, o których lepiej nie mówić, jak strategiczna i techniczna katastrofa na Węgrzech i 10 sekund kary dla Lewisa w zeszłym tygodniu. O Zandvoort wolę nie wspominać. Ale przyszły rok z pewnością będzie naszym rokiem. (A jak nie przyszły to jeszcze następny.)


W tym roku wyjątkowo dobrze radzi sobie Mercedes mimo że są bez Lewisa Hamiltona, z samym George’em Russellem i młodym Kimim Antonellim. Brytyjczyk ma na swoim koncie w tym sezonie kilka zwycięstw i pełno podium. Matematycznie Russell jest wciąż w grze o mś, ale z Verstappenem nie ma szans. Kimi, który otrzymał siedzenie w Mercedesie dzięki niespodziewanej zmianie drużyny przez Lewisa Hamiltona, radzi sobie wyśmienicie, jak na żółtodzioba. W tabeli kierowców jest siódmy i ma za sobą swoje pierwsze podium w f1 (wciąż o jedno więcej niż Hamilton w tym sezonie, bo 7-krotny mistrz świata ma widoczne problemy ze swoim Ferrari.)  


Red Bull do tej pory nie radził sobie najlepiej. Zespół, który jeszcze niedawno wyglądał jak maszyna nie do pokonania, w tym roku musiał przełknąć gorzką pigułkę. Max Verstappen, jak zawsze, robił swoje – ale poza nim Red Bull często wyglądał jak zespół jednoosobowy. W pewnym momencie można było śmiało przemianować ekipę na „Max Verstappen Racing”, bo Yuki… cóż, powiedzmy, że drugie siedzenie w Red Bullu pozostaje przeklęte. Jak stanowisko nauczyciela obrony przed czarna magią w Hogwarcie. 


Mimo to Holender nie odpuszcza. Jak zawsze. I kiedy wszyscy zaczęli już przyzwyczajać się do pomarańczowej dominacji, Max znowu zaczął majstrować przy scenariuszu sezonu. 


Wpadki McLarena i powiew nadziei

Fani Mercedesa, Ferrari i Red Bulla byli gotowi pogodzić się z faktem, że McLaren ma ten sezon „zaklepany”, kiedy nagle coś zaczęło się kruszyć. Najpierw pierwszy DNF Piastriego w Singapurze, potem podwójnie nieukończony sprint w Austin – i nagle przewaga, która jeszcze niedawno wydawała się nie do ruszenia, zaczęła topnieć. Mam wrażenie, że po ostatnich niepowodzeniach Oscar jeździ o wiele bardziej ostrożnie. Nie ma już tego pazura podczas ścigania. Pierwszy DNF w sezonie ewidentnie pokazał Australijczykowi, że nie jest perfekcyjny i wciąż może popełnić błąd. A on nie chce go popełnić. Ta nieufna i bardzo powściągliwa jazda może naprawdę pomóc Maxowi. 


Jeszcze w przerwie wakacyjnej Piastri prowadził w klasyfikacji kierowców z ponad 100 punktami przewagi. Po kapitalnym weekendzie ze strony red bulla w Austin przewaga zmniejszyła się do 40 punktów. Dziś, kiedy mamy za sobą Meksyk, mamy też nowego lidera mistrzostw - Lando. Max traci do niego 36 punktów. Niby wciąż sporo, ale przy czterech wyścigach i dwóch sprintach – to naprawdę nic. Zwłaszcza, że mówimy o człowieku, który wygrał cztery tytuły z rzędu i wygląda na to, że dopiero się rozkręca.


I wiecie co? Fani, którzy przez cały sezon mówili „Max wygra mistrzostwo świata też w tym roku”, byli przez wielu uważani za szaleńców, co wiem z autopsji. Ale po ostatnich tygodniach wygląda na to, że to oni będą mogli powiedzieć: a nie mówiłem?


Szanse, scenariusze, możliwości  

Co Holender musiałby zrobić żeby wygrać piąty tytuł? Przede wszystkim nie popełnić żadnego błędu. Jeden DNF może zniszczyć całą jego mozolnie odbudowywaną szansę na mistrzostwo. Ale jeśli Verstappen utrzyma formę i nadal będzie punktować, to wszystko jest możliwe. Temu dodatkowo sprzyja, jak wspominałam, chwila słabości Piastriego. Jak Australijczyk sam powiedział, nie spodziewał się że tak szybko przyjdzie mu walczyć z Maxem. Wydaje mi sie, ze w Singapurze coś pękło. Od tamtej pory Oscar jeździ, jakby próbował nie popełnić błędu zamiast po prostu być szybkim. A Verstappen uwielbia takie momenty słabości u rywali.


No i jeszcze tory. Brazylię i Katar Holender zna na wylot – w latach 2023 i 2024 wygrywał tam bez większego wysiłku. Historia lubi się powtarzać (zwłaszcza w F1) więc jestem przekonana, że w tym roku ponownie zobaczymy jego dominację w tych miejscach. W Katarze może nas czekać naprawdę ciekawa walka między Oscarem a Verstappenem. Australijczyk w ostatnich latach zajmował tam 2 i 3 miejsca, więc wróci do poprzedniego, agresywnego sposobu jazdy, czując Maxa depczącego mu po piętach. 


 Punktacja

Do końca sezonu pozostały cztery Grand Prix i dwa sprinty, co daje łącznie 116 możliwych punktów do zdobycia. Aby sięgnąć po mistrzostwo, Verstappen musi konsekwentnie finiszować na podium i liczyć, że McLaren nie zdominuje końcówki sezonu. Co najważniejsze, wciąż istnieją scenariusze, w których Piastri lub Norris może nawet wygrać jeden lub dwa wyścigi, a mimo to przegrać walkę o tytuł – wystarczy, że Verstappen wygra pozostałe rundy i sprinty, utrzymując wysoką regularność, a przy wygranych Australijczyka, będzie stał na podium. Dopiero trzy zwycięstwa kierowcy McLarena mogą skomplikować walkę Maxa, a cztery wygrane całkowicie ją przesadzić na korzyść papaj.

  

Moim zdaniem Verstappen ma naprawdę realne szanse na piąty tytuł. Po pierwsze – doświadczenie. Max jest w tym punkcie kariery, w którym potrafi połączyć czystą prędkość z dojrzałością wyścigową. Nie panikuje, nie forsuje – tylko robi swoje, wyścig po wyścigu. Po drugie – Red Bull mimo trudności wciąż ma genialne tempo na torach o wysokich prędkościach, a takich właśnie mamy kilka na finiszu sezonu. Po trzecie – Verstappen to typ kierowcy, który im więcej ma do stracenia, tym bardziej staje się „niebezpieczny”. Co prawda niektóre tory, jakie zostały, są Pięta achillesową Maxa, ale powinniśmy zostać optymistyczni i wierzyć w jego umiejętności. 

 

Poza tym… to po prostu Max. Mężczyzna, który na pytanie o presję odpowiedział kiedyś: „Presja jest tylko wtedy, gdy nie jesteś wystarczająco dobry”. I może właśnie dlatego, mimo wszystkich przeciwności, historia o jego piątym tytule wcale nie brzmi jak bajka.  

Olivia Nowicka


Comments


© The Nowodworek Times 2026 

All rights to graphics, articles and overall design of the website are reserved to The Nowodworek Times by I Liceum Ogólnokształcące im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie

bottom of page