„Rozejm Bożonarodzeniowy – krótka przerwa w bokserskim meczu śmierci”
- Mar 19, 2024
- 3 min read
Wojciech Topa
Była mroźna, noc 24 grudnia 1914 na froncie zachodnim I wojny światowej, dokładnie na odcinku przebiegającym przez resztki zrujnowanego przez naloty i artylerię miasta Ypres w belgijskiej części Flandrii. Po niesłychanie krwawej I bitwie pod Ypres, od ogromnej ilości poległych niemieckich uczniów i studentów nazwanej „Kindermord” – Rzeź Niewiniątek, żołnierze obu stron mieli dość walki. Nareszcie przestali nurzać się w zalegającym wszędzie jesiennym błocie. Ziemia zamarzła i mimo że temperatury sięgały minus kilkunastu stopni, atmosfera w okopach się poprawiła. Niemcy od cesarza Wilhelma II otrzymali cygara oraz słodycze, a Brytyjczycy od Króla Jerzego V i księżnej Mary życzenia rychłego oraz bezpiecznego powrotu do domu (o ironio), a także czekoladki i papierosy. Te wszystkie czynniki spowodowały, że żadna ze stron nie chciała walczyć, a okoliczności budziły w nich wspomnienia rodzinnych stron.

Duch świąt jako pierwszy udzielił się pułkom saksońskim walczącym po stronie niemieckiej. Wystawili oni na okopy świeczki i latarenki, a następnie zaintonowali kolędę „Cicha noc”. Alianci zostali uprzedzeni, że wróg może wykorzystać okazję do przeprowadzenia ofensywy, jednak nie powstrzymało to lekkiej piechoty walijskiej do odwzajemnienia śpiewu. Do walijskich kolegów przyłączyli się wkrótce żołnierze z pułku westminsterskiego oraz 5 dywizja brytyjska.
Po odśpiewaniu kolęd doszło do bezprecedensowego wydarzenia – czwórka żołnierzy niemieckich pod przewodem bezimiennego oficera udała się do okopów brytyjskich. Po wymienieniu się podarkami w postaci beczki piwa oraz śliwkowego puddingu uzgodniono zebranie poległych z ziemi niczyjej, oraz rozejm – mający trwać najpierw do północy, później jednak wydłużono go do godziny 8.30 dnia 26 grudnia.
Po krótkim czasie, z okopów wychylały się kolejne głowy nieufnych żołnierzy. Wkrótce jednak niemal wszyscy wyszli, aby razem ze swoim wrogiem celebrować narodziny Chrystusa. Jak pisał bezimienny żołnierz do swojej matki w Wielkiej Brytanii:
„Po śniadaniu rozegraliśmy mecz piłki nożnej. [...] Tuż przed obiadem uścisnąłem jeszcze rękę kilku Niemcom. [...] Z jednym zamieniłem swoją kominiarkę na czapkę. Częstowaliśmy się papierosami. Całkiem miło się rozmawiało. Powiedzieli, że nie będą do nas strzelać, jeśli my też nie będziemy [...] W taki sposób cieszyliśmy się naszym Bożym Narodzeniem. […] Twój zawsze oddany Chłopiec”
Jak widać, kompletnie zanikła wrogość i nienawiść. Mimo bariery kulturowej i językowej, żołnierze obu stron zgadzali się co do bezsensu walk i zastanawiali się, ile potrwa ta krwawa wojna. Rozegrano też mecz piłki nożnej, trwający około godziny aż do momentu, w którym rozzłoszczeni dowódcy
zmusili żołnierzy do powrotu do okopów, który zakończył się wynikiem 3:2 dla Niemców.
W takiej przyjemnej atmosferze minął czas rozejmu. 26 grudnia o 8.30 rano dowódcy wojsk na większości pozycji kilkunastokilometrowego odcinka frontu dali sygnał do zakończenia rozejmu. Duża część żołnierzy jednak nie paliła się do walki – po stronie niemieckiej w 107 pułku saskim wybuchł nawet mały bunt żołnierzy. W niektórych miejscach rozejm przedłużono aż do 31 grudnia lub nawet 1 stycznia. Najdłużej rozejm trwał na pozycjach zajmowanych przez szkockie oddziały – do 3 stycznia 1915 roku.

Tu kończy się ta pozytywna i bądź co bądź wzruszająca historia pogodzenia się żołnierzy obu walczących stron. Zawieszenie broni ostatecznie zakończono, gdy snajperzy obu stron zaczęli strzelać do ostatnich żołnierzy usiłujących przejść do okopu po drugiej stronie. Wyżsi stopniem oficerowie, szczególnie marszałek polowy John French, dowodzący wojskami nie życzyli sobie takich aktów dobroci, które mogły osłabić wolę żołnierzy do atakowania wroga. To wydarzenie pokazało, że to nie wysocy stopniem, głoszący rycerskie idee szlachetności, dobroci i męstwa oficerowie, którzy całą wojnę spędzają poza frontem, w bezpiecznych, ciepłych i suchych miejscach byli przykładem do naśladowania, lecz zwykli żołnierze, którzy wystawieni są prosto na wroga w okopach, widzą, że ci po drugiej stronie nie są ich wrogami, a braćmi złączonymi razem w krwawej walce na śmierć i życie.
Rozejm Bożonarodzeniowy ma jeszcze smutniejszy epilog. Po wydarzeniach z 24 grudnia 1914 roku zakazano podobnych akcji, odtąd zawsze przeprowadzając ostrzały artyleryjskie w noc wigilijną. Ukróciło to wszelkie formy chociażby chwilowego rozejmu i dążenia do pokoju, zdarzały się tylko drobne incydenty, dławione przez własne wojska. Tuż po Wielkanocy 1915 roku z kolei na tym samym froncie ruszyła ogromna ofensywa niemiecka, po raz pierwszy z użyciem gazów bojowych. Zebrało to krwawe żniwo wśród żołnierzy alianckich, zabijając większość świadków wydarzeń świątecznych. Zapoczątkowało to wojnę chemiczną, prawdopodobnie najokrutniejszy aspekt I wojny światowej. Tak oto Rozejm Bożonarodzeniowy z grudnia 1914 jest niewielkim światełkiem wśród mroku spowijającego Wielką Wojnę.



Comments