Reportaż z Rekonstrukcji
- Jun 25, 2020
- 3 min read
Updated: Jun 26, 2020

„I wtedy, podczas nieprzerwanego ognia rosyjskiej artylerii, jedynym co mogłem zrobić było skulenie się w okopie tak głęboko jak się dało. Mimo tego
i tak czułem ziemię w zębach…”Zacznijmy jednak od początku. Dzień 5 X był nieco pochmurny, ale nie zimny. Z okna samochodu widzieliśmy piękne tereny małopolski na tle szarego nieba. Podczas godzinnej podróży nic nas nie zaskakiwało, jednak kiedy dotarliśmy do małej wsi Goszyce, coś zaczęło wzbudzać nasze podejrzenia. Na chodnikach zamiast zaspanych mieszkańców posuwały się kolumny żołnierzy sprzed niemal stu lat. Co ich tu sprowadziło?
Wielkie przygotowania
Razem z kolegą zostaliśmy zaproszeni na niezwykłe wydarzenie. Była to inscenizacja historyczna o nazwie „Bitwa o Kraków 1914. Różne drogi do niepodległości” nawiązująca do obrony, wtedy austrowęgierskiego, Krakowa przed żołnierzami carskiej Rosji. Nasza obecność miała służyć utrwaleniu tej rekonstrukcji na filmie. To, co ujrzeliśmy na miejscu zapierało dech w piersiach. Dwie linie okopów oddalone od siebie o około kilkaset metrów, a w nich stanowiska ciężkich karabinów maszynowych oraz moździerzy.
Cała „ziemia niczyja” poprzecinana polami pirotechnicznymi i zasiekami z drutu kolczastego. To wszystko zapowiadało niezwykłe widowisko. Po dwóch odprawach z reżyserem zostaliśmy wysłani po mundury i broń. Wcielaliśmy się w reporterów wojennych, więc otrzymaliśmy pełne wyposażenie austriackich sołdatów. Około godziny 16.00 wszyscy rekonstruktorzy byli gotowi do walki.
Kanonada, pył i strzały
Pierwszym zadaniem Austriaków jest przejęcie okopów opanowanych przez Rosjan. Dowodzący nami Feldfebel (sierżant) rozkazuje ruszyć do ataku i w tym samym momencie wrogowie otwierają ogień w stronę naszego natarcia. Wraz z plutonem Czechów oskrzydlamy przeciwników, którzy po krótkim i intensywnym ostrzale podnoszą ręce do góry. Z czasem daje się słyszeć tylko „Nie strilajcie!”. Rosjanie poddają okopy a my wchodzimy na ich miejsce. Sierżant melduje porucznikowi: „Heer Leutnant, ales richtig! Możemy tu długo odpierać wroga.”. Chwilę potem jednak pada rozkaz pójścia za ciosem i przejęcia rosyjskich okopów po drugiej stronie pola. Oddelegowany oddział wyskakuje zza osłony i formuje linię ruszając tyralierą. Przed nami rysuje się wspaniały widok dumnie idącej przed siebie szarej piechoty. Tumany ziemi wzbijają się w powietrze za każdym razem, gdy pocisk uderza o ziemię. Jest to jednak fatalna decyzja. Karabiny maszynowe mają naszych jak na dłoni, więc kiedy działa milkną natarcie się załamuje. Porucznik rozkazuje osłaniać odwrót naszych towarzyszy. Wyskakujemy na pole i naokoło mnie odzywają się wystrzały. W tym samym czasie lekarze i sanitariuszki bohatersko ściągają rannych z pola walki. Niepodziewanie instynktownie padam na ziemię. Parę metrów obok wybucha pocisk artyleryjski. Rosyjskie działa rewanżują się za niedawną kanonadę. Wstaję i dosłownie w ostatnim momencie wskakuję do okopu. Wszyscy ocaleli kucają obok mnie. Jestem przykrywany przez kolejne warstwy ziemi. Po kilku sekundach już nic nie widać oprócz pyłu i gazu unoszącego się wokół. Wszyscy milczą, ja się modlę. Nawet wróg boi się w tym momencie do nas podejść. I wtedy, podczas nieprzerwanego ognia rosyjskiej artylerii, jedynym co mogłem zrobić było skulenie się w okopie tak głęboko jak się dało. Mimo tego i tak czułem ziemię w zębach. W tym momencie zrozumiałem dramat pierwszowojennych żołnierzy. Nic nie da się zrobić w takiej sytuacji. Jedyne, co pozostaje, to mieć nadzieję, że tym razem jako ten chłopiec malowany nie pójdę za wojenką, która już szykuje dla mnie zimny grób…
Salven feuer!
Kiedy działa milkną, odzyskujemy siły. Celnymi strzałami odpychamy Rosjan spod okopu i znów przystępujemy do kontrnatarcia. Wróg w popłochu cofa się na swoje pozycje wyjściowe. Formujemy linię i ruszmy tyralierą. Co parę kroków przystajemy, aby przyklęknąć i na rozkaz Feldfebla strzelać przed siebie śmiercionośnymi salwami. Przed nami ściele się coraz więcej trupów. Po paru minutach dobiegamy do wrogiego okopu i bierzemy jego załogę w niewolę. Reszta Rosjan uciekła do lasu. Następuje cisza. Straszna cisza. Za sobą miałem tylko pole podziurawione lejami i „przyozdobione” ciałami martwych żołnierzy. Krajobraz wyjęty niczym z apokalipsy, zatrzymany w czasie…
„Spojrzałem na redutę. Wały, palisady, naszych garstka i wrogów gromady, wszystko jako sen znikło. Tylko czarna bryła ziemi niekształtnej leży, rozjemcza mogiła. Tam i ci co bronili i ci co się wdarli pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli. I choćby cesarz Moskalom kazał wstać, już dusza moskiewska tam raz pierwszy cesarza nie słusza.”W takim czymś jeszcze nigdy nie brałem udziału, na szczęście nagraliśmy dużo materiału! Po kilkudziesięciu sekundach z głośników rozbrzmiewa utwór „Marsz Radeckiego”, co pozwala sobie uświadomić, że całe wydarzenie to tylko, a może aż rekonstrukcja. Pełna napięcia cisza ustępuje ogromnemu aplauzowi widzów. Z pola walki powstają udający zmarłych i wszyscy zmierzamy do widowni. Uczestnictwo w takim wydarzeniu było na pewno czymś niezwykłym. Nikt się z nami nie patyczkował. Byłem brudny, zmęczony, ale i zadowolony, że mam udział w upamiętnieniu tych, którzy za swoje ideały i wartości ginęli na polu walki sto lat temu. Poza tym, daleko posunięty realizm sprawił, że chyba nigdy nie doświadczyłem takiej dawki adrenaliny. Razem z kolegą nagraliśmy wiele minut materiału, które wykorzystaliśmy w stworzeniu filmu opublikowanego na naszym kanale na YouTube. Serdecznie polecamy obejrzenie go oraz przyjazd na tę rekonstrukcję za rok. Na pewno, tak jak nam, dostarczy wiele niezapomnianych wrażeń.
Mateusz Bernacki
tekst zamieszczony w wydaniu grudniowym



















Comments