„Pokażmy tym dzbanom…”, czyli jak walczyć z szacunkiem
- Feb 23, 2021
- 5 min read
Updated: Mar 1, 2021

Minął już ponad rok, odkąd po raz ostatni odbył się Turniej Noworoczny. Wspomnienie tej potyczki jest nadal żywe w sercach Nowodworczyków. Klasy drugie należą do grona szczęśliwców, którzy jeszcze mogli być świadkami jednej z odsłon odwiecznej rywalizacji. Niestety pandemia odebrała pierwszoklasistom możliwość poznania istoty Zimnej Wojny. Dlatego postanowiliśmy w najnowszym wydaniu TNT dać namiastkę tego, czym na początku roku 2020 emocjonował się każdy uczeń dwóch najlepszych krakowskich liceów
Nie ma zwycięzców, są tylko pokonani
Sport był powodem, dla którego wszyscy się zebrali na hali TS Wisły. Pod tym aspektem większość potyczek stała na wysokim poziomie. Widać było jednak, że zawodnicy, grając przed tak wielką publicznością, nie zawsze radzili sobie z presją. Na początku obie drużyny popełniały proste błędy. Jednak z każdą kolejną minutą meczu wszyscy kibice coraz bardziej zachwycali się wyczynami zawodników.
Na pierwszy ogień poszła siatkówka. Rozegrano trzy sety w następującym formacie: w pierwszym grały kobiety, w drugim mężczyźni, a konieczny do wyłonienia zwycięzcy Tie-break rozegrały drużyny mieszane. Panie w biało-niebieskich barwach zdobyły prowadzenie na początku seta. Drużyna „piątki” nie była już w stanie odrobić straty, którą spowodowały amatorskie błędy (może wywołane okazałością oprawy kibiców Nowodworka…?). Warto zaznaczyć tu też rolę trenera drużyny I LO - prof. Michała Karasińskiego - który świetnie reagował na wydarzenia na boisku.

Druga część spotkania była znacznie bardziej wyrównana. Co ciekawe, obie ekipy wystąpiły w barwach Nowodworka, czego ja nie jestem w stanie wytłumaczyć w racjonalny sposób.
Wracając do wydarzeń czysto sportowych - siatkarze zaprezentowali wspaniały występ pełen wzlotów i upadków. Świetne wymiany, odebrania oraz tak zwane „ściny” cieszyły oko każdego widza. W tym secie zawodnicy V LO mieli lekką przewagę, którą udało się pod koniec gry zniwelować. Na nic się to jednak zdało i ostatecznie na tablicy wyników widniał rezultat 1:1. Doszło do Tie-breaka, w którym zawziętość aż kipiała z zawodników. Szybko dało się zauważyć różnicę klas obu zespołów. Po zdobyciu 15. punktów zawodnicy i zawodniczki z najstarszej szkoły świeckiej w Polsce wpadli sobie w objęcia i wraz z cheerleaderkami cieszyli się ze zwycięstwa.
„To cała reprezentacja zagrała mecz na bardzo wysokim poziomie. Dziewczyny zaczęły od kilku na prawdę dobrych zagryweki nawet w momencie, gdy wynik zbliżał się ku remisowi pokazały zimną krew i wyrwały się z „przestoju”. Natomiast drugi set w wykonaniu chłopaków mógł skończyć się inaczej, jeśli nie nastąpiłyby po sobie błędy własne w kluczowych momentach np. trzy zagrywki pod rząd w siatkę lub nieporozumienia polegające na tym, do kogo miała być wystawiona piłka” - mówił Sebastian Florek po tym jak zostawił serce na boisku

Pora przejść do koszykówki, która, szczerze mówiąc, jest punktem, który wolałbym pominąć. Jednak z czysto dziennikarskiego obowiązku muszę się tu na chwilkę zatrzymać. Po dwie kwarty zagrały reprezentacje kobiet i mężczyzn.
Znów rozpoczynały panie. Niestety, tym razem nie był to dobry początek. Mimo, że Nowodworczanki walczyły i starały się dorównać rywalkom, to znacznie odstawały umiejętnościami od rywalek z V LO. Po pierwszej kwarcie mężczyźni mieli do odrobienia aż kilkunastopunktową stratę. Patrząc na tablicę wyników, pan profesor Michał Sarota, przysłowiowo „rwał włosy z głowy”. Z perspektywy trybun mecz koszykówki ciężko się oglądało, widząc, jak po każdym kolejnym koszu trybuna rywali wybucha radością. Nasi nowodworscy chłopcy pomimo tego, że zaprezentowali się naprawdę dobrze, nie dali rady odrobić straty i mecz zakończył się znaczną porażką.
„Osobiście derby „Piątki” i „Jedynki” były dla mnie świetnym przeżyciem. I LO dobrze kibicowało swoim drużynom, jednak jak wiadomo „Piątka” wypadła o wiele lepiej. Również nasze drużyny grały na dużo wyższym poziomie, niż te z Nowodworka. Niesłusznie przegrany był mecz w siatkówkę, w którym najlepszymi w mojej opinii zawodnikami byli dwaj środkowi, Karol oraz Piotrek. O meczu koszykówki wolę nie pisać by oszczędzić kolegom z „Jedynki” wstydu. Ale pomimo, iż poziom gry nie był równy to zawodnicy obu szkół dali z siebie wszystko, a z pomocą kibiców nawet więcej. Wierzę że za rok te kilka godzin spędzę w równie świetnej atmosferze.” - relacjonował jeden z uczniów „Piątki”, który chyba był na innym meczu albo pomylił drużyny.
Mogę jednak zgodzić się z tym, że atmosfera była porażająca. Dla takich chwil warto być uczniem, naszej szkoły. Uważam, widząc ostateczny rezultat derbów - 1:1 - kibice i zawodnicy obu ekip mogą bardziej czuć niedosyt, niż chwałę ze zwycięstwa. Każdy, kto choć raz w swoim życiu przegrał derby, ten wie, większej klęski nie da się ponieść.
Drużyna cheeleaderska nie pozostawiła złudzeń, kto był lepszy!

Poza sportem, albo - może powinienem powiedzieć - poza rywalizacją, również dużo się działo. Drużyna cheerleaderek z Nowodworka wypadła fantastycznie. Setki godzin mozolnych treningów dały efekty w postaci dwóch, naprawdę, świetnych występów. Rozmawiałem z wieloma osobami o Turnieju Noworocznym i wszyscy, niezależnie z jakiej szkoły byli, mówili jednogłośnie, że w tej sferze V LO zostało rozłożone na łopatki. Pomimo faktu, że reprezentację Piątki ćwiczyła trenerka, która, z tego, co się dowiedziałem, jest poważana przez środowisko sportowe, cheerleaderki ze Studenckiej nie zaprezentowały się najlepiej. Przyczyną takiego stanu rzeczy był brak wielu chętnych do występu. Wydaje się to być dość smutnym faktem, zważywszy na fakt, że w I LO odbyły się castingi, podczas których nie wszyscy sprostali wymaganiom.
Publiczność zauważyła dobry występ całej drużyna i wynagrodziła jej starania brawami (oraz postami, w których zachwycała się nad aparycją członków drużyny).
W miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone

Na trybunach wrzało! Stojąc wśród kilkuset osób dopingujących z całych sił swoją drużynę, można było poczuć ciarki na plecach. Dziś, gdy to piszę już poza halą sportową, to nadal na myśl o tamtych chwilach mam to miłe odczucie. Uszczypliwości spikerów, oraz przekrzykiwanie się nawzajem kibiców (nieodłączne na Zimnych Wojnach), dodają całemu wydarzeniu emocjonalności. V LO zdecydowanie zaskoczyło specjalistów od oprawy rywali tym, że dysponowali o wiele, wiele lepszym nagłośnieniem. Mimo tak sporej przeciwności losu, nikt nie miał zamiaru się poddać. Nie zabrakło tradycyjnych przyśpiewek, lecz według mnie brakowało kreatywności po obu stronach. Ludzie na trybunach potrafili szybko dostosować się do sytuacji na boisku, ale po kilku minutach słyszeliśmy już wszystkie okrzyki, jakie obie strony miały do dyspozycji. Uważam, że na tym polu można by było jeszcze wiele poprawić. Co ciekawe, największą popularnością cieszył się poczciwy i szanowany wuefista, Pan Profesor Piotr Mielnikow. Uczniowie wszystkich klas bliżej poznali go dzięki Janowi Boroniowi. który na Szopce dał nam próbkę charakteru legendarnego nauczyciela. Uciszania, wyśmiewania i kpin nie było końca podczas trwania wydarzenia i nawet sporo czasu po nim. Wszystkie te rzeczy są tolerowane, ponieważ, jak wiemy, każdy daje się ponieść emocjom sportowym.
Widzimy się za rok!

Myślę, że wszyscy sportowcy, nie ważne z jakiej dyscypliny, chcieliby wystąpić przed taką publicznością. Pewnie wielu z nas znajdujących się na trybunach chciało się znaleźć na dole i zaprezentować swoje możliwości. Jednak wydaje mi się, że pokazaliśmy ludziom z „Piątki”, że mogą się od nas wiele nauczyć. Warto też dodać, że nasz spiker wykazywał się znacznie większym szacunkiem do rywala. Michał Cygan nie nazwał przeciwników „d z b a n a m i”, czego nie można powiedzieć o drugiej stronie. „Nikt nie wymaga od was samych zwycięstw, czasem i przegrać przychodzi. Ale każdy ma prawo żądać od was ambitnej i nieustępliwej walki. Nie dopuście tego, aby ludzie uznali was za niegodnych podania ręki” – zarówno my, jak i uczniowie V LO, powinniśmy wziąć sobie do serca te słynne słowa Henryka Reymana.
Kończąc: niech nasza Zimna Wojna trwa dalej i niech każdy kolejny turniej tworzy swoją historię. Mam nadzieję, że spotkamy się za kolejny rok…
Jakub Kurek
Autorką zdjęć jest Milena Zięcina



Comments